Głuche dzieci hipsterów

Fot. Shutterstock
Panie Mateuszu, nie za bardzo się pan czepia? Te słowa usłyszałem ostatnio po opublikowaniu tekstu„Głusi na dobro dzieci” w „Gazecie Wyborczej” uświadamiającego młodym rodzicom skutki targania dzieci na głośne koncerty. „Przecież hałas jest wszędzie - na ulicy, podwórku, w przedszkolu, nie dajmy się zwariować”... Tak, tak, liczyłem, że tak się skończy, ale to uzmysłowiło mi tylko skalę problemu, czyli całkowitą niewiedzę na temat słuchu i szkodliwego wpływu hałasu na nasze życie. Pal licho, kiedy sami sobie szkodzimy, ale czy musimy krzywdzić bezbronne, Bogu ducha winne dzieci?

Tekst można przeczytać tutaj.

Tak się zastanawiam. Skoro przy jeździe na rowerze zakładamy kaski, w samochodach zapinamy pasy, a dzieciom odpowiednimi zapisami prawa zapewniamy bezpieczne foteliki, to czemu by nie zadbać o uszy? Dzięki apelom w mediach wybijamy szyby w autach przy upale (chwali się!), karcimy palących i pijących w towarzystwie dzieci czy w końcu trąbimy, że długie zakupy w galerii handlowej mogą być męczące także dla najmniejszych. Jednak o słuchu cisza. Bo o dietach bezglutenowych, ekologicznych zabawkach, przedszkolach z nauką chińskiego i jogą jakoś nie zapominamy. Niestety długoletnia nieobecność edukacji muzycznej w programie szkolnictwa przynosi teraz plony. Nie tylko nie mamy wiedzy na temat zbawiennego wpływu muzyki na rozwój psychofizyczny dzieci, ale także szkodliwego oddziaływania decybeli na ich słuch.



Nie napisałem nigdzie, że z dziećmi na głośne koncerty chodzić nie wolno. Napisałem jedynie, że jeżeli już wybieramy się z nimi na głośną imprezę w rodzaju Open’era, Męskiego Grania, czy OFF Festivalu, to może warto by zadbać o słuchawki tłumiące hałas?

Ale brak świadomości to tylko jedna z przyczyn. Druga, nie wiem czy nie ważniejsza, to moda, a z tą walczy się jak wiadomo trudno. Zabieranie dzieci na letnie festiwale, niekoniecznie dla nich przeznaczone, stało się po prostu modne. W nosie mamy konsekwencje. Nieistotne przecież, że nasze kilkumiesięczne (a takie widziałem!) czy kilkuletnie dziecko nie gustuje w Behemocie, Jamalu czy innym wielbionym przez nas artyście. Nie ważne też, że się śmiertelnie nudzi. Ważne, że pokażemy, że jesteśmy nowoczesną rodziną, co skrzętnie i niezwłocznie udokumentujemy sweet focią na Facebooku.

Nawet jeśli nasza pociecha nie dozna przykrego urazu akustycznego, czego nie życzę, to jestem pewien, że ucierpi na tym przyszła wrażliwość muzyczna. Taka osoba jak dorośnie, będzie słuchać muzyki niewymagającej skupienia, oczywiście głośno i pobieżnie. A co gorsza wyniesiony z domu model zaszczepi swoim dzieciom. I tak oto społeczeństwo nam głuchnie.

Niech będzie więc, że się czepiam, ale widoku trzymającego się za uszy, płaczącego chłopczyka, niesionego „na barana” przez wściekłego ojca, którego dziecko zmusiło do opuszczenia koncertu ulubionego wykonawcy, długo nie zapomnę.
Trwa ładowanie komentarzy...